piątek, 3 lipca 2015

Epilog

*miesiąc później*

          Razem z Emmą oglądałyśmy mieszkanie, do którego miałyśmy się wprowadzić na czas studiów. Przez ten miesiąc nie działo się zbyt wiele. Emma i Adam w końcu tworzyli szczęśliwą parę, co bardzo mnie cieszyło. Ja i Travis oficjalnie zostaliśmy parą. Spotykaliśmy kiedy tylko się dało. Wszystko układało się wręcz idealnie, aż do tej chwili, kiedy mój telefon zadzwonił. 

- Tak? - odebrałam połączenie od Molly. 

- Emily! Musisz przyjechać do szpitala już! Wyślę ci adres! Travis! Jest źle! - krzyczała w słuchawkę ruda. Serce zaczęło mi bić w szalonym tempie, a telefon prawie wypadł mi z dłoni. 

- Przepraszam, ale musimy już iść - powiedziałam do właściciela mieszkania. Złapałam Emmę za ramię i pobiegłam do wyjścia. 

- Emily! Co jest? - zapytała zdezorientowana brunetka. 

- Molly dzwoniła. Travis jest w szpitalu! - powiedziałam niespokojnie. Odczytałam wiadomość z adresem szpitala i złapałam pierwszą lepszą taksówkę. Podałam taksówkarzowi adres i kazałam się pospieszyć. Cała się trzęsłam z nerwów, a w oczach już miałam łzy. Cholernie bałam się o Travisa. Emma cały czas trzymała mnie za rękę i patrzyła na mnie z zaniepokojonym wyrazem twarzy.

***

           Wpadłam do szpitala jak burza. Molly wcześniej podała mi numer pięta, na którym się znajdują. Zaczęłam wzrokiem przeczesywać cały obszar znajdujący się przede mną w poszukiwaniu schodów. Zauważyłam windę, a obok niej schody. Decyzja była prosta - schodami dobiegnę szybciej. Pobiegłam więc nimi nie zwracając uwagi na innych ludzi. Wbiegłam na drugie piętro zdyszana, ale na końcu korytarza udało mi się zauważyć Molly i resztę ekipy. Po chwili usłyszałam za sobą zdyszaną Emmę. Spojrzałam na nią ze łzami w oczach i ruszyłam w stronę reszty. 

- Molly - zaczęłam słabo, głos uwiązł mi w gardle. 

- Emily! - pisnęła ruda. - Chodź, zaraz ci wszystko opowiem. 

           Odeszłyśmy kawałek i Molly rozkazała mi usiąść na jednym z plastikowych krzesełek. Sama zajęła miejsce obok mnie i spojrzała na mnie oddychając głęboko. 

- Nie wiem czy wiesz, ale Travis miał kiedyś nieciekawe towarzystwo i zadłużył się u nich - pokiwałam głową na znak, że wiem o co chodzi. - Zaczęli domagać się spłaty. Przez dłuższy czas dostawał wiadomości z pogróżkami i różne dziwne telefony, ale wiesz jaki on jest, po prostu to olał. A oni się wkurzyli i go dopadli na mieście. Na szczęście jakaś kobieta to widziała i zadzwoniła po policję. Tamtych złapali, ale Travis też może mieć problemy. - Patrzyłam na nią w osłupieniu. Jasne, wiedziałam, że Travis miał jakieś długi, ale o wiadomościach i telefonach nic mi nie mówił!

- A..ale dlaczego ja nic o tym nie wiem? - przygryzłam wargę. 

- Nie chciał cie martwić, powiedział nam tylko, że da sobie rade sam. Ale nie dał i teraz jest w ciężkim stanie,operują go. - Serce zabiło mi milion razy szybciej. 

- Ale wszystko będzie dobrze, prawda? - zapytałam histerycznym głosem, pozwalając łzom płynąć mi po twarzy. Nie mogłam na to pozwolić. To się nie mogło stać drugi raz! Nie mogłam drugi raz stracić kogoś, kogo kochałam!

- Emily, cśii, będzie dobrze, musi. Travis to silny facet. Poza tym, przecież on cię nie zostawi, nie ma takiej opcji  Molly przygarnęła mnie do siebie i zaczęła głaskać po włosach. 

***

             Mijały godziny, a lekarze wciąż nie wychodzili z sali operacyjnej. Siedziałam na zimnej podłodze ze wzrokiem wlepionym w pustą ścianę przede mną. W głowie miałam totalny chaos. Obiecałam sobie, że jeśli Travisowi coś się stanie to znajdę tych ludzi i powybijam jak kaczki. On był jednym z najcudowniejszych ludzi jakich spotkałam w swoim życiu i nie zasługiwał na taki los. Przeczesałam dłonią włosy i popatrzyłam na wszystkich po kolei. Siedzieli ze spuszczonymi głowami na tych cholernych krzesełkach. Jedynie Josh chodził w tą i z powrotem po korytarzu. To było jak jakieś pieprzone deja vu! Ale nie mogło się skończyć tak samo! Na samo wspomnienie James'a w sercu otwierała się rana, którą załatać umiał jedynie Travis. Gdyby i on odszedł... Nie wiem co bym ze sobą zrobiła. Nie potrafiłabym tak żyć...

- Cholera, ile to może trwać?! - wrzasnął nagle Josh, aż wszyscy podskoczyli na swoich miejscach. Lorena od razu zerwała się z miejsca i zaczęła uspokajać swojego chłopaka. W tamtym momencie znów poczułam okropne ukłucie w sercu. Być może ja już nigdy nie będę mogła podbiec po postu do mężczyzny swojego życia. Zacisnęłam zęby i pięści starając się zachować względny spokój. Wypłakałam już tyle łez, że mogłabym się spokojnie odwodnić. Wbiłam wzrok w swoje dłonie, które się niemiłosiernie trzęsły. Nie wiedziałam, jak długo jeszcze wytrzymam to czekanie.

***

                   Po kolejnych kilku godzinach zaczęłam tracić nadzieję. Pielęgniarki wchodziły i wychodziły z sali, ale nic nam nie mówiły. Zaczęłam krążyć po korytarzu bez konkretnego celu. Było już grubo po dwunastej w nocy i część ekipy pojechała do domu. Zostałam ja z Emmą, Molly i Joshem. Dziewczyny ledwo trzymały się na nogach, ale dzielnie dotrzymywały nam towarzystwa. Ani ja, ani Josh nie zamierzaliśmy się stąd ruszać dopóki nie dowiemy się, że z Travisem wszystko dobrze. Przykucnęłam na końcu korytarza i przeczesałam włosy dłonią wpatrując się w drzwi sali operacyjnej, jakbym tym mogła zmusić lekarzy do wyjścia. I, o dziwo, to poskutkowało! Kilka sekund później drzwi się otworzyły i wyszedł do nas lekarz. Od razu zerwałam się na równe nogi i pognałam do niego. 

- Co z nim, panie doktorze?! - zapytałam nerwowo, wpatrując się błagalnie w mężczyznę. 

- Był w bardzo ciężkim stanie, jego szanse na przeżycie tej operacji były bardzo niewielkie. - Serce mi stanęło na ułamek sekundy, a w oczach automatycznie pojawiły się łzy. - Ale zrobiliśmy co w naszej mocy i wszystko będzie w porządku. 

Kamień spadł mi z serca. Travis żyje. 

______________________
I jest, koniec, finito. Nic, ale to kompletnie nic nie poszło w tym opowiadaniu nie poszło tak jak powinno, ale jakoś poszło. Toczyło się dłuuuuugo, przez co straciłam zapewne jakieś 90% czytelników (więc jeśli to czytasz to napisz cokolwiek na dole, będzie mi miło (y)). No i co ja mogę tu pisać? Dziękuję tym, którzy tu wytrwali i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy! 
Do napisania :*

4 komentarze:

  1. Nie no... :C
    Ja nie wierzę, że to już koniec tego opowiadania. Tak szybko to zleciało!
    A Ty jeszcze musiałaś odwalić na sam koniec, co?! Żeś mi Travisa do szpitala walnęła, niedobra Ty!
    Tego to ja się po Tobie nie spodziewała, Ci powiem.
    Nie wyobrażam sobie, co Emily musiała czuć. Ten strach itd... brr! Współczuję.
    Ale! Najważniejsze, że Travis będzie żył. c;
    Też sądzę, że Emilka nie zniosłaby drugiego takiego rozstania, jak z Jamesem. :c
    Mam nadzieję, że jakoś poradzą sobie z tym chłamem, który dręczy chłopaka!
    I tak mega się cieszę, że Adam i Emma są razem! <333 Aw! ;3
    Cóż, to ja kończę. Już po raz ostatni tutaj. Jakaż ja sentymentalna.
    Dziękuję, że mogłam czytać te cudne opowiadanie. :*
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam na XII rozdział - http://trudny-wybor.blogspot.com/


    - Naprawdę ? –zapytała nieco zdziwiona.
    - Cóż… ona myśli, że ją kocham, tylko, że tak nie jest. Teraz przerwał na chwilę, po to , aby złapać ją za rękę. – Posłuchaj, nie ważne co stanie nam na przeszkodzie, zawsze będę przy Tobie… Kocham Cię Jessico Leander.
    Jess wyprostowała się, odchrząknęła i nie wiedziała co ma teraz zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo fjany wpis, ciekawi czytelnika to jest bardzo ważna sprawa, jezeli chce się wytrwać do końca. Zapisuje bloga w zakładkach i zapraszam przy okazji do mnie, hej! owce

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo ciekawy wpis, powiem szczerze ze dawno nie przeczytalem zadnego do konca :) wypas owiec

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy